sobota, 26 lutego 2011

Z „Gazety Stołecznej”: Teatr w rytmie rock and rolla

Ewa Zaborska

Teatr Dramatyczny przygotowuje na ten sezon cykl „Młoda scena”. - Chcemy pokazać młodym ludziom, że teatr może być nowoczesny - mówi Katarzyna Szustow, kierownik Działu Komunikacji i Rozwoju Teatru Dramatycznego.

Z myślą o gimnazjalistach i licealistach teatr zaplanował przedstawienia, które będzie można oglądać od października. - Chcielibyśmy przekonać młodzież, że teatr to nie tylko miejsce, w którym wystawia się nudne lektury, ale też takie, gdzie można porozmawiać na ciekawe tematy - mówi Szustow. - Ludzie w liceum chcą chodzić do teatru, w przypadku gimnazjalistów taką potrzebę mają ich rodzice. Niestety dla młodzieży brakuje przedstawień.

Proponowane spektakle mają poruszać aktualne tematy, takie jak terroryzm, narkotyki, rodząca się seksualność, wydarzenia społeczne i polityczne. W repertuarze znajdą się teksty, które w oryginale niekoniecznie są przeznaczone dla młodzieży, ale które zostaną przełożone na jej język. - Chcemy, aby przedstawienia były nie tylko intelektualne, ale też miały w sobie coś z rock and rolla - kontynuuje Szustow.

Stąd pomysł, aby w przedstawieniach wykorzystać nowoczesne multimedia. Do współpracy zaproszono twórców rozumiejących współczesną młodzież, takich jak Marcina Libera, reżyser pierwszego przedstawienia cyklu, „Wilka stepowego” Hermanna Hessego. - Marcin to młody reżyser, który świetnie pracuje z multimediami. To jego świat - tłumaczy Katarzyna Szustow. - Z drugiej strony mamy tekst, który dla młodych jest zawsze związany z wejściem w dorosłość. Premiera odbędzie się 3 października.

W ramach „Młodej sceny” przewidziane są także warsztaty. Za ich pomocą autorzy cyklu chcą pokazać młodym widzom, że teatr nie musi być oparty tylko na pasywnym oglądaniu sztuki, ale jest też miejscem, w którym można wyrazić swoje zdanie. Warsztaty będą odbywać się w blokach weekendowych i mają być otwarte dla wszystkich. Wśród planowanych zajęć znajdą się między innymi warsztaty Marcina Libera, których celem będzie pokazanie teatru od drugiej strony - pracy nad adaptacją tekstu dla potrzeb sceny. Drugi warsztat „Ile procent terrorysty jest w Tobie?” poprowadzi pedagog teatralny Justyna Sobczyk z Instytutu Teatralnego, która tworzy Teatr 21 działający przy Zespole Społecznych Szkół Specjalnych „Dać Szansę”. Warunkiem udziału w tym warsztacie będzie przejście planowanego na grudzień 2009 konkursu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 25.08.2009.

Z „Gazety Stołecznej”: Przebój filmowy zagraża świnkom morskim

Ewa Zaborska

Ludzie kupują świnki morskie jako sezonowe prezenty. Szybko się nimi nudzą i je porzucają. A my pomagamy gryzoniom w tarapatach - mówi Paweł Korulczyk, współzałożyciel Klubu Pomocy Świnkom Morskim.


Świnka morska
Fot. Michał Mutor / AG
Świnka morska

Korulczyk, z wykształcenia ekonomista, jest właścicielem siedmiu świnek. Cztery są znajdami, które zapewne porzucili znudzeni właściciele. Bo - jak opowiada Korulczyk - wielu ludzi kupuje świnkę na prezent dzieciom, myśląc, że te zwierzęta żyją tak krótko jak chomiki, więc nie zdążą się pociechom znudzić. Tymczasem świnki mogą żyć nawet 8-10 lat. Często się okazuje, że już są niechciane i ludzie próbują się ich pozbyć - zostawiają świnki na ulicy, podrzucają do lasu albo na śmietnik.

Losem porzuconych gryzoni zajmuje się grupa społeczników. Wszystko zaczęło się dwa lata temu od forum poświęconego psom, na którym ktoś opisał historię świnki morskiej przyniesionej do weterynarza do uśpienia. Jednak weterynarz zoperował zwierzę, a dzięki akcji internautów świnka znalazła nowy dom. W grupie osób, które w tym pomagały, był Korulczyk. Wtedy powołali klub.

Najwięcej członków mieszka w Warszawie. - Działamy głównie za pośrednictwem internetu - mówi Korulczyk. - Jeżeli ktoś znajdzie świnkę, może skontaktować się z nami przez naszą stronę. Najlepiej by było, żeby świnka została u znalazcy. Jeśli to niemożliwe, ktoś z członków klubu lub sympatyków bierze zwierzę do siebie.

- Informacje o śwince umieszczamy na naszej stronie, forach i u weterynarzy. W ten sposób szukamy jej domu. Ostatnio mamy zawiadomienia o dwóch-trzech świnkach tygodniowo. Niedawno ktoś znalazł świnkę na śmietniku w kartonie zaklejonym taśmą - mówi Korulczyk.

Członkowie klubu starają się sprawdzać, do kogo oddają swoich podopiecznych. Dlatego umawiają się na spotkania w domach tych, którzy chcą zaadoptować zwierzęta. A nowi właściciele podpisują z klubem umowę. - To jakaś gwarancja bezpiecznej przyszłości świnki - mówi Korulczyk.

Miłośników świnek niepokoi premiera filmu „Załoga G”, którego bohaterami są właśnie świnki morskie ratujące świat.

- Mamy złe doświadczenia z tego typu filmami - mówi Korulczyk. - Po premierze „101 dalmatyńczyków” wszyscy kupowali, a potem wyrzucali dalmatyńczyki. Podobnie było w przypadku „Beethovena” i bernardynów czy nawet „Ratatuj”, kiedy dzieci nagle musiały koniecznie mieć szczury. Teraz podobnie może dziać się ze świnkami.

Klubowicze przypominają, że jeżeli ktoś znajdzie świnkę morską lub chce ją zaadoptować, powinien odwiedzić stronę: http://www.swinkimorskie.eu

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 13.08.2009

Z „Gazety Stołecznej”: Deszcz poezji spada na Warszawę

Ewa Zaborska

- Łał! Dziś tu jest jak nie w Polsce. Polubiłem artystów i te ich dyrdymały - krzyczał Grzesiek z Lublina zachwycony tym, co się działo w sobotę wieczorem na Starówce i Krakowskim Przedmieściu.

Na pl. Zamkowy spadł deszcz wierszy
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Podobnie jak inni przechodnie patrzył w ciemniejące niebo, gdy latający nad miastem śmigłowiec wyrzucał tysiące kartek z wierszami. Podświetlały je reflektory, a one wirowały i opadały jak srebrne igły. - Złapałem Hektora Hernadeza! - ktoś krzyczał, wymachując kartonikiem. - A ja Gajcego! - odkrzykiwał ktoś inny. Na zrzucanych kartonikach w formie zakładek do książek były wiersze poetów polskich i chilijskich.

Niezwykły deszcz (500 kg ulotek) zapewniła chilijska grupa artystyczna CasaGrande, która od ośmiu lat rozrzuca wiersze nad miastami, które w przeszłości doświadczyły prawdziwych nalotów bombowych.
 
Happening - w odróżnieniu od nalotów zapowiedziany - był też trochę zaskakujący. Helikopter, który miał zrzucać ulotki, długo krążył nad Warszawą, odlatując i powracając, wzbudzając niepokój oczekujących.

- Myślałam, że będzie kilka samolotów. W końcu jak nalot, to nalot - mówiła lekko rozczarowana Małgorzata Dobosz. - Ale sama idea jest piękna. Przyszła specjalnie na Krakowskie Przedmieście razem z mężem.

- Chciałbym dostać choć jeden wierszyk. Cały dzień na to czekałem, nawet z operetki zrezygnowałem - tłumaczył Andrzej Słodkowski, próbując chwycić jedną z ulotek znoszonych przez wiatr.

Większość przechodniów była zaskoczona poetyckim nalotem. - Nie wiem, co to jest, ale bardzo mi się podoba. Czy chodzi o rozpowszechnianie wiedzy o Powstaniu Warszawskim? - pytała studentka Edyta Śniadach, po tym jak udało jej się schwycić wirującą zakładkę.

Nie była jedyną osobą mającą takie skojarzenia.

Marek Maciejewski stwierdził, że choć nie zna hiszpańskiego, to przynajmniej jeden zdobyty chilijski wiersz przeczyta w oryginale, dodając: - A może coś o historii Chile poczytam? Oni tam też nie mają łatwo w Ameryce Południowej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 10.08.2009

Z „Gazety Stołecznej”: Deszcz poezji polski-chilijskiej

Ewa Zaborska

W sobotę 8 sierpnia na Warszawę spadnie nietypowy deszcz - deszcz poezji. Grupa chilijskich artystów CasaGrande zamierza rozsypać nad miastem zakładki do książek z nadrukowanymi wierszami współczesnych poetów chilijskich i polskich.

CasaGrande od kilku lat bombarduje poezją miejsca, które w przeszłości doświadczyły prawdziwych nalotów. Artyści rozpoczęli swoją akcję w 2001 r. od obsypania w Chile pałacu prezydenckiego La Moneda, który został zniszczony przez generała Augusto Pinocheta w 1973 r. Później podobne naloty miały miejsce w chorwackim Dubrowniku (zbombardowanym w 1991 roku przez wojska serbskie i czarnogórskie), a następnie w Guernice w Kraju Basków, która została zaatakowana przez nazistowskie siły zbrojne w 1937 r.

- Guernica była pierwszym miastem zniszczonym przez nazistów. W związku z tym Warszawa była naturalnym kolejnym krokiem na naszej drodze, ponieważ jest ona z kolei pierwszym miastem zbombardowanym przez nazistów podczas wojny - mówi Cristobal Bianchi, jeden z organizatorów przedsięwzięcia. Dodatkowym argumentem przemawiającym za wyborem Warszawy jest 65. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

- Chcemy pokazać alternatywny obraz przeszłości. Nie tylko ten kojarzący się z wojną. Dlatego też tematyka wierszy jest różna i nie są one związane z historią. Akcja ma też na celu połączenie poetów polskich i chilijskich. Chcemy przywołać historię, patrząc jednocześnie w przyszłość - dodaje.

Organizatorzy oczekują pozytywnej reakcji warszawiaków. - W innych miastach wszystkie zakładki zostały zebrane przez przechodniów, więc nie było nawet konieczności sprzątania. Mamy nadzieję, że podobnie będzie w Polsce - mówi Cristobal Bianchi. Na wszelki wypadek jednak urząd miasta wynajął firmę sprzątającą, która w razie potrzeby usunie pozostałości.

Spotkani na ulicy przechodnie pytani o ewentualną reakcję na niezapowiedziany deszcz poezji zdają się potwierdzać oczekiwania organizatorów. Studentki Joanna Milewska i Karolina Rygorowicz uznają inicjatywę za „oryginalne i spontaniczne urozmaicenie dnia”, a pracująca na Uniwersytecie Warszawskim Magdalena Stępień obiecuje: - Pozbieram wszystkie zakładki, jakie wpadną mi w ręce, tak żeby mieć wszystkie możliwe wiersze.

Na miasto spadnie około 500 kg ulotek, na których znajdzie się 80 wierszy (po 40 wierszy z każdego kraju). Wyboru poetów chilijskich dokonała CasaGrande, polskich - Marcin Sendecki. Poza utworami tego ostatniego na liście polskich autorów znaleźć można między innymi nazwiska Tadeusza Gajcego czy Marcina Świetlickiego.

Akcja odbędzie się po zmroku, bez zapowiedzi, a w jej zasięgu znajdzie się Krakowskie Przedmieście i Rynek Starego Miasta. Organizatorzy zastrzegają, że jeśli w sobotę pogoda nie dopisze i na stolicę spadnie prawdziwy deszcz, nalot odbędzie się w pierwszym bezdeszczowym dniu po 8 sierpnia.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 5.08.2009

Z „Gazety Stołecznej”: Wakacyjny remont przedszkola na jesieni

Ewa Zaborska

Zaplanowany na wakacje remont Przedszkola nr 184 przy Ratuszowej na Pradze potrwa aż do października. Zaniepokojeni rodzice wciąż nie są pewni, gdzie w tym czasie będą chodzić ich dzieci

Przedszkole
Fot. Rafał Siderski / AG
Przedszkole

Od września przedszkole miało być gotowe po remoncie na przyjęcie podopiecznych. Tak się jednak nie stało. Roboty zaczęły się w połowie sierpnia i potrwają do października. - Przez całe wakacje obserwowałam z niepokojem, że nic się tam nie dzieje - mówi zdenerwowana mama jednego z przedszkolaków - dopiero teraz wszystko ruszyło.

Przedszkole ma dwa piętra. Do tej pory odnowiono jedynie salę dla trzylatków. Teraz remont ma trwać na parterze, więc wszystkie dzieci, których jest prawie 50, będą przebywały na piętrze.

Na pytanie, dlaczego remont nie odbył się, tak jak planowano, w wakacje, Beata Bilińska z północnopraskiego urzędu odpowiada: - Procedury przetargowe trwają półtora miesiąca, a my prowadzimy właśnie 21 remontów. Przetargi były ogłaszane sukcesywnie. Ten dotyczący przedszkola nr 184 rozstrzygnęliśmy na początku lipca, a 17 sierpnia ruszyły prace.

Według zapewnień urzędu, dla dzieci znajdą się miejsca w pobliskich placówkach. - Dzieci zostały skierowane do przedszkola przy ulicy Ratuszowej 8a oraz przy ul. Szymanowskiego - mówi Beata Bilińska.

O takiej możliwości nic jednak nie wiedzą rodzice. - Przedszkole nie daje nam żadnego wyboru - mówi mama czterolatki, a ojciec sześciolatka dodaje: - Pani z przedszkola rzuciła uwagę, że najlepiej by było, gdyby do końca prac dziecko w miarę możliwości zostało w domu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 1.09.2009


Z portalu mobilnekobiety.pl: Kobiety jak wino

Kobiety jak wino – rzecz o miejscu kobiet w średnim wieku w kulturze.

„Chyba żadna z nas nie wierzy, że w ogóle jesteśmy w tej samej kategorii, co Meryl Streep” – powiedziała, odbierając Oscara, Kate Winslet. Tym samym pokazała, że to nie popularne młode aktorki, ale właśnie 61-letnia dziś artystka wyznacza kierunki i trendy w kulturze masowej...[czytaj więcej].