sobota, 26 lutego 2011

Z „Gazety Stołecznej”: Deszcz poezji spada na Warszawę

Ewa Zaborska

- Łał! Dziś tu jest jak nie w Polsce. Polubiłem artystów i te ich dyrdymały - krzyczał Grzesiek z Lublina zachwycony tym, co się działo w sobotę wieczorem na Starówce i Krakowskim Przedmieściu.

Na pl. Zamkowy spadł deszcz wierszy
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Podobnie jak inni przechodnie patrzył w ciemniejące niebo, gdy latający nad miastem śmigłowiec wyrzucał tysiące kartek z wierszami. Podświetlały je reflektory, a one wirowały i opadały jak srebrne igły. - Złapałem Hektora Hernadeza! - ktoś krzyczał, wymachując kartonikiem. - A ja Gajcego! - odkrzykiwał ktoś inny. Na zrzucanych kartonikach w formie zakładek do książek były wiersze poetów polskich i chilijskich.

Niezwykły deszcz (500 kg ulotek) zapewniła chilijska grupa artystyczna CasaGrande, która od ośmiu lat rozrzuca wiersze nad miastami, które w przeszłości doświadczyły prawdziwych nalotów bombowych.
 
Happening - w odróżnieniu od nalotów zapowiedziany - był też trochę zaskakujący. Helikopter, który miał zrzucać ulotki, długo krążył nad Warszawą, odlatując i powracając, wzbudzając niepokój oczekujących.

- Myślałam, że będzie kilka samolotów. W końcu jak nalot, to nalot - mówiła lekko rozczarowana Małgorzata Dobosz. - Ale sama idea jest piękna. Przyszła specjalnie na Krakowskie Przedmieście razem z mężem.

- Chciałbym dostać choć jeden wierszyk. Cały dzień na to czekałem, nawet z operetki zrezygnowałem - tłumaczył Andrzej Słodkowski, próbując chwycić jedną z ulotek znoszonych przez wiatr.

Większość przechodniów była zaskoczona poetyckim nalotem. - Nie wiem, co to jest, ale bardzo mi się podoba. Czy chodzi o rozpowszechnianie wiedzy o Powstaniu Warszawskim? - pytała studentka Edyta Śniadach, po tym jak udało jej się schwycić wirującą zakładkę.

Nie była jedyną osobą mającą takie skojarzenia.

Marek Maciejewski stwierdził, że choć nie zna hiszpańskiego, to przynajmniej jeden zdobyty chilijski wiersz przeczyta w oryginale, dodając: - A może coś o historii Chile poczytam? Oni tam też nie mają łatwo w Ameryce Południowej.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna, 10.08.2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz